Nowotwór/rak jajnika Strona Główna Nowotwór/rak jajnika
Wszystko o chorobie nowotworowej - rak jajnika

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
I co z tego, ze mam raka - jestem nadal kobieca!
Autor Wiadomość
pewka 
pewka

Dołączyła: 08 Lut 2010
Posty: 494
Skąd: slask
Wysłany: |21 Lut 2010|, o 23:16   I co z tego, ze mam raka - jestem nadal kobieca!

Kochani tak sobie pomyslalam, ze za swieza jestem, zeby wniesc cos sensownego na forum, a bardzo chcialabym sie odwdzieczyc za okazana mi pomoc.

Merytorycznie leze, wiec nie ma co sie wymadrzac, ale chcialabym zaproponowac nowy watek optymistyczny podnoszacy na duchu.

Ostatnio ogladalam program w telewizorni, wywiad z Pania Kasia Talarczyk i pomyslalam sobie, ze w sama pore ten program. Mama zaczela chemie i bardzo sie martwi czekajaca ja utrata wlosow. To jest bardzo wazny problem psychologiczny dla kobiety.

Ponizej podaje link do wywiadu z Kasia Talarczyk, artykul z grudnia 2009, ale moze nie kazdy jeszcze widzial.

Warto poczytac i obejrzec przepiekne moim zdaniem zdjecia:

http://www.wysokieobcasy....moje_cialo.html

Proponuje zalozyc na forum kacik porad "new look", kto jest za?

Pozdrowka
_________________
pewka
 
     
pewka 
pewka

Dołączyła: 08 Lut 2010
Posty: 494
Skąd: slask
Wysłany: |21 Lut 2010|, o 23:33   

A to jaki piekny projekt

http://wyborcza.pl/5,7684...fotografii.html

Pisze tutaj, bo dla mnie to jest kwestia psychologiczna, jesli sie zgadzacie na kontynuacje watku moge poszperac o sklepach z perukami, poszukac instrukcji wiazania chust, porad kosmetycznych itp.

A moze taki watek juz tu sie gdzies kreci, tylko nie zauwazylam?
_________________
pewka
 
     
Lidka 


Dołączyła: 03 Kwi 2008
Posty: 1994
Wysłany: |22 Lut 2010|, o 00:58   

Pewko, Twoja propozycja bardzo mi sie podoba. Jestem przekonana, ze wiele z nas z przyjemnoscia przeczyta ciekawe artykuly i jesli bys chciala kontynuowac ten watek, uwazam , ze bedzie cieszyl sie powodzeniem.

Za zamieszczenie 1. serii - dziekuje/my i prosze/simy o wiecej.

Pozdrawiam i zycze, zeby ten watek cieszyl sie duzym powodzeniem.
 
     
agnieszka.40 


Wiek: 42
Dołączyła: 04 Lut 2009
Posty: 1127
Skąd: Warszawa-Otwock
Wysłany: |22 Lut 2010|, o 16:48   

Pewka...fajna inicjatywa...z całego serca popieram :lol:

Wywiad z Katarzyną juz gdzieś czytałam...właśnie w związku ze zdjęciami i to chyba do kalendarza jak się nie mylę...

Pozdrawiam serdecznie....
_________________
"zdrowy człowiek ma tysiące marzeń a chory tylko jedno...."
 
 
     
ewkal 


Wiek: 42
Dołączyła: 23 Paź 2007
Posty: 280
Wysłany: |22 Lut 2010|, o 17:52   

ja też jestem ZA :)
_________________
Ewa
 
 
     
emgoro 
Robert


Dołączył: 30 Maj 2007
Posty: 4322
Skąd: Szczecin
Wysłany: |23 Lut 2010|, o 19:51   

Zdecydowanie popieram :-)
 
     
pewka 
pewka

Dołączyła: 08 Lut 2010
Posty: 494
Skąd: slask
Wysłany: |23 Lut 2010|, o 21:41   

Ciesze sie, ze temat Wam sie spodobal.
Mysle, ze kwestia wygladu jest istotnym tematem dla kobiety. Wazne, zeby zaakceptowac siebie w tej paskudnej chorobie i mimo wszystko czuc sie kobieco.

Wiem, ze latwo mi mowic, bo to nie ja jestem chora, ale widze, przez jakie katusze przechodzi moja mama. Mimo naszych pocieszan, bardzo martwi ja fakt utraty wlosow.


Moje kochane Panie troche fantazji i mozna sobie poradzic z tym problemem.
Oczywiscie peruka moze nam tutaj bardzo ulatwic zycie, ale wiele Pan sie skarzy, ze niewygodnie, goraco, drogo i w dodatku troche jednak sztucznie.

Moja siostra (nasz rodzinny dyktator mody) "wygooglala" swietny artykul na temat turbanow: http://www.stylistka.pl/t...-juz-awangarda/

Uwazam, ze to bardzo dobry pomysl. Prezentuje sie kapitalnie i nie wymaga duzych nakladow finansowych!

Ponizej podaje linki do kilku stron z turbanami perukami.
Mozna tu zalezc ciekawe rzeczy, z cenami bywa roznie 30 do 300 zl.

http://www.ewaostrowski.p...roducts_id/1199

http://www.peruka.pl/index.php?prod_id=436

http://www.peruka.pl/index.php?prod_id=436

My wzorujac sie na tych stronach znalazlysmy w zwyklym sklepie, niedrogie ( 8 zl szt) piekne chusty, z ktorych z powodzeniem,mozna zawiazac taki turban.

Wazne, zeby chusta byla odpowiednio duza, przewiewna, w miare mozliwosci bawelniana, a dalej moje kochane to juz tylko Wasza fantazja. My mialysmy przy tym swietna zabawe, mama tez nawet dala sie przekonac, ze do twarzy jej w takim "cudenku".

Szczypta awangardy w tym calym smutnym temacie nie zaszkodzi. Moze warto zmienic troche styl, zeby sobie poprawic humor.

Cytuje wypowiedz 1 z pan, ktora skorzystala:
JA NAUCZYŁAM SIĘ WIĄZAĆ TURBAN PO CHEMIOTERAPII. WYGLĄDAM SUPER!!!! DO TEGO FAJNE KOLCZYKI ,ŁADNY MAKIJAŻ I NIKT NAWET NIE DOMYŚLA SIĘ ŻE JESTEM ŁYSA!!!

Podaje link do strony z instrukcja jak zawiazac taki turban.
http://stylio.pl/porady-j...urban-tutorial1

Warto sprobowac. Mozna tez samemu sobie wymyslic fikusne wiazanie.


Badzmy piekne, same dla siebie ;)))

P.S. Jesli komus nie otworzy sie link z intrukcja, mam ja tez w wordzie.
_________________
pewka
 
     
pewka 
pewka

Dołączyła: 08 Lut 2010
Posty: 494
Skąd: slask
Wysłany: |2 Mar 2010|, o 02:31   

Dzis kolejny odcinek ;) WLOSY.

Niestety chemia jest bezlitosna dla wlosow.
Super, ze mozna zaoszczedzic na czasie i bolu depilacji wiecznie odrastajacych kudel na nogach czy rekach (o zgrozo), ale zeby od razu tak wszystko na raz to juz za wiele!
Musimy sobie jakos z tym problemem poradzic.

Ostatnio pisalam o turbanach. Dzis slow kilka o peruce.

Co wybrac?

Przede wszystkim ladna, komfortowa fryzurke. Najlepiej krotsza, bo podobno dlugie sie troche filcuja na koncach - tak mowia w salonach.

Wybor peruk jest przeogromny, cale spektrum fryzur, kolorow, fasonow na kazda kieszen + oczywiscie dofinansowanie z NFZ.

U nas powstal dylemat syntetyczna czy naturalna?
Podobno naturalna jest bardzo trudna w utrzymaniu i bardzo w niej goraco.

Syntetyczna maja kilka zalet: cena, wiekszy wybor i latwosc utrzymania. Mama sie smieje, ze wrzuci do pralki na kaloryfer i wlosy jak nowe ;) Zarty oczywiscie. Trzeba zakupic odpowiednie kosmetyki do pielegnacji.

Podobno wazna rzecza przy peruce jest tez tzw wkladka mono imitujaca skore, ale nie kazdy model ja posiada.

Kochane Panie tutaj poprosze o Wasze cenne uwagi, bo ja nie moge sie wymadrzac za wiele w temacie peruk.

Jedyne co moge zaproponowac to atmosfera samego zakupu. Mysle, ze to bardzo wazne.
Im wiecej przy tym wyobrazni i zabawy tym lepiej dla zdrowia, bo smiech to zdrowie.
Nie ma sie co martwic wlosy odrosna jeszcze piekniejsze a teraz mozna wykorzystac "okazje" i puscic wodze fantazji. Mozna sobie urzadzic calkiem niezla frajde.
Nie namawiam do zakupu bardzo udziwnionych peruk, ale co nam szkodzi poprzymierzac, to nic nie kosztuje.

Razem z mama i siostra przewrocilysmy do gory nogami caly sklep a Pani ekspedientka rozbawiona pstrykala nam pamiatkowe fotki.

Oczywiscie na jednym sklepie sie nie skonczylo, wiec byl przy tym, relaks, spacer i duzo smiechu.

Peruka zostala wybrana! Ojciec nie poznal ;) Strzal w 10!


Czekam na Wasze fachowe uwagi.


Dzis znalazlam art, ktory moze byc uzupelnieniem do tematu wlosow:
http://www.lysienie-wypad...2009-09-03.html

Chemioterapia a włosy
Osoby borykające się z jednymi z najgroźniejszych chorób, jakim są bezsprzecznie nowotwory poddawane są wielu inwazyjnym zabiegom mającym na celu wyeliminowanie komórek rakowych, bądź zahamowanie ich namnażania. Jedną z tradycyjnych i zarazem najlepszych metod jest
chemioterapia. Niestety wiąże się ona z wieloma skutkami ubocznymi, wśród
których możemy wyróżnić utratę włosów. Zdarza się, że chora osoba całkowicie wyłysieje i z tego powodu popada w głęboką depresję – problem ten dotyczy w szczególności kobiet. Niemniej jednak pocieszający jest fakt, że utracone włosy odrosną, lecz w tym trudnym dla chorego okresie niezwykle ważne jest silne wsparcie rodziny i najbliższych osób, oraz – co ważne, psychiczne nastawienie na ten przykry skutek uboczny.

Dzięki chemioterapii dzielące się komórki nowotworowe ulegają zniszczeniu bądź w dalszym ciągu pozostają w organizmie człowieka, niemniej ich podział zostaje zatrzymany. Chemioterapia jest bezsprzecznie metodą inwazyjną, gdyż stosowane leki oddziaływują również na zdrowe komórki, w tym również na mieszki i cebulki włosowe. U wielu zdrowych osób panuje błędne przekonanie, że w przypadku chemioterapii wypadają tylko i wyłącznie włosy na głowie, co jest zupełną nieprawdą, gdyż ten skutek uboczny dotyczy owłosienia na całym ciele, a więc są to rzęsy, brwi, owłosienie łonowe, a także drobny „meszek” porastający powierzchnię całego ciała. Czy wypadną wszystkie włosy, czy tylko się delikatnie przerzedzą, a może w ogóle nie dojdzie do ich utraty zależy przede wszystkim od zastosowanych leków – cytostatyków. Te z kolei dobierane są indywidualne, a ich dawka uwarunkowana jest rodzajem nowotworu, oraz stopniem jego zaawansowania.

Chory poddający się potocznie zwanej chemii, może spodziewać się utraty owłosienia w czasie około dwóch tygodni od rozpoczęcia leczenia. Wcześniej jest po prostu zbyt małe stężenie cytostatyków, aby mogły one tak silnie zaingerować w cebulki włosowe. Z kolei, jeżeli proces wypadania włosów się rozpocznie z reguły przebiega on bardzo szybko tym samym chory najczęściej popada w głęboką depresję, gdyż traci swoje włosy przysłowiowymi garściami. W niektórych przypadkach proces ten przebiega o wiele bardziej łagodnie i nawet po zakończeniu leczenia chory będzie się mógł cieszyć czupryną, tyle, że delikatnie przerzedzoną. Wielokrotne badania wykazały, że utratę włosów zauważamy wówczas, gdy wypadnie ich około 50% - wcześniej widzimy tylko zostawiane włosy podczas czesania oraz mycia. Włosy zaczną odrastać mniej więcej po około 1.5-2 miesiącach, aczkolwiek trzeba mieć na uwadze, że nowe kosmyki mogą różnić się grubością i barwą od poprzednich!

Zanim poddamy się chemioterapii
Oprócz najważniejszego, przygotowania psychicznego można również podjąć odpowiednie działania mające na celu wzmocnienie włosów, oczyszczenie organizmu z toksyn, oraz zaprzestanie wykonywania wszelakich zabiegów fryzjerskich. Przede wszystkim należy zrezygnować z farbowania kosmyków, trwałej ondulacji, używania kosmetyków do stylizacji, oraz suszenia gorącym powietrzem suszarki i zabiegu prostowania. Drugim ważnym krokiem jest obcięcie włosów i zafundowanie sobie krótkiej fryzury – paniom z długimi włosami będzie ciężko, niemniej, gdy podczas chemioterapii zaczną one wypadać, połączony z tym szok nie będzie tak wielki, poza tym krótkie włosy są o wiele lżejsze. Warto zaopatrzyć się również w modną perukę, która z pewnością pomoże przetrwać trudne chwile i tym samym zapewni nam wsparcie psychiczne. UWAGA! W przypadku chorób nowotworowych zakup peruki jest refundowany!

Kiedy już poddamy się chemioterapii należy szczególnie dbać o włosy i być nastawionym na ich utratę. Nie należy unikać ich mycia – wiele osób mycie głowy ogranicza do minimum, gdyż boi się, że w trakcie straci więcej włosów – takie myślenie jest błędne, bowiem włosy, które mają wypaść i tak wypadną, dlatego też unikając ich mycia nie „oszukamy” samych siebie. Wszelkie perfumowane szampony i odżywki można wówczas zastąpić tymi przeznaczonymi dla dzieci, które nie plączą kosmyków i sprawiają, że stają się one miękkie. Jeżeli chemioterapia jest przeprowadzana w okresie letnim należy unikać ekspozycji na słońcu bez nakrycia głowy, bowiem wówczas jest ona bardziej narażona na szkodliwe promieniowanie mogące powodować podrażnienie.

Co dalej po chemioterapii?
Jeżeli leczenie chemią zostało zakończone najważniejsze jest pozytywne nastawienie i wiara w całkowite wyzdrowienie. Pierwszym radosnym efektem będzie widok odrastających włosów, dlatego też należy je szczególnie chronić i unikać wszelkich zabiegów fryzjerskich, które mogą podrażnić skórę głowy oraz przyczynić się, że nowe włosy będą osłabione, a chyba nie o to chodzi. Cieszmy się z odrastających włosów, ponieważ są one „świeże”, zdrowe, mocne i niezniszczone.

Słowem podsumowania
Choroby nowotworowe i towarzyszący im strach, liczne zabiegi – w tym operacyjne, oraz inwazyjne metody leczenia wymagają żelaznego przygotowania psychicznego, a także stałego wsparcia najbliższych osób. Skutków ubocznych leczenia jest bardzo dużo, niemniej jednak należy je traktować, jako nieodzowny element. Pozytywne myślenie może zdziałać przysłowiowe cuda – skutki uboczne w końcu przeminą, a dzięki usilnym staraniom lekarzy, przepędzimy nowotwór z naszego organizmu.
_________________
pewka
Ostatnio zmieniony przez pewka |4 Lip 2010|, o 01:53, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
pewka 
pewka

Dołączyła: 08 Lut 2010
Posty: 494
Skąd: slask
Wysłany: |2 Mar 2010|, o 02:37   

A tu troche z innej beczki, ale tez psychologicznie

Ech, wszyscy jedziemy na tym samym wozku, jak mowi Lidzia


http://www.tvp.pl/filmote...ia/wideo/chemia
_________________
pewka
 
     
Lidka 


Dołączyła: 03 Kwi 2008
Posty: 1994
Wysłany: |4 Mar 2010|, o 01:56   

Obejrzalam, wysluchalam, komentarz - SAMO ZYCIE - skad my to znamy??? ach.......
Dziekuje Pewko, jestes super dziewczyna.
 
     
pewka 
pewka

Dołączyła: 08 Lut 2010
Posty: 494
Skąd: slask
Wysłany: |4 Lip 2010|, o 01:40   

Ciekawy artykul:
"To ja mam raka, nie rak ma mnie w swej władzy".

http://www.charaktery.eu/...-swej-wladzy/2/

To ja mam raka, nie rak ma mnie w swej władzy

Muszę się spieszyć. Skupić się coraz trudniej, myśli uciekają, z trudem układają się w logiczne zdania, a różowa poduszka kusi, zapraszając umęczone chorobą ciało. Dzieje się tak z powodu chemioterapii, którą dostaję od marca. Już wcześniej mogłam opisać swoje powstanie z popiołów, swoje uzdrowienie, ale wówczas ważniejsze było rozstrzygnięcie medycznego sposobu zmagania się z chorobą.

Moje życie to wspaniały dom rodzinny, zaradni i troskliwi rodzice, wielu przyjaciół i udane małżeństwo. Odwiedziłam wiele pięknych miejsc, poznałam ciekawych ludzi, mam łatwość nawiązywania głębokich relacji interpersonalnych, a wiele przyjaźni trwa do dzisiaj. Przede wszystkim jest przy mnie cudowny mąż, jest wspaniały nie dlatego, że trwa przy mnie podczas choroby – to dla niego oczywiste. Jest po prostu silnym facetem, który szanuje mnie niezmiennie od dwunastu lat, a ,,jego spokój unosi moją rodzinę w trwaniu pomimo wszystko”. Moja zaradna mama pomaga mi w fizycznym aspekcie życia. Jest osobą praktyczną, realistką, co prowadzi do zaspokajania wielu moich materialnych potrzeb. Starsza siostra to ponad wszystko kochane serce, wspierające mnie duchowo. Życie siostry jest przykładem produktywnej aktywności, współistniejącej z dobrocią i spokojem duszy. Perłą mojego życia jest jedenastoletni syn.
„Wiodło mi się dobrze we wszystkim, ale nie byłem zadowolony z niczego. Każda radość budziła we mnie pragnienie innej radości”. A. Camus
Cóż z tych dobrodziejstw, skoro od wczesnego dzieciństwa towarzyszyło mi przygnębienie umysłu. Nic nigdy mnie nie radowało, nie wiem co to spokój umysłu, wszystko wydawało mi się zawsze beznadziejne i absurdalne. Właśnie ta mroczność doprowadziła mnie do potwornej choroby ciała. Od dziesięciu lat jestem chora na nowotwór złośliwy piersi. Czuję całą sobą, że przyczyną mojej choroby jest psychiczna depresja.
Już w 1870 roku uczeni wyrażali przekonanie, że depresja odgrywa wielką rolę w powstaniu nowotworów: ,,Lęk, postradanie nadziei lub rozczarowanie bezpośrednio poprzedzają rozwój i wzrost nowotworu, że trudno byłoby mi wątpić, iż psychiczna depresja jest ważącym dodatkiem wśród innych czynników sprzyjających rozwojowi materii rakowatej” – wykład nt. patologii chirurgicznej sir Jamesa Pageta, za O.C. Simontonem
Przez dziesięć lat nie zrobiłam nic, nie odpowiedziałam na ostrzeżenie, którym była choroba. Dalej pozostałam smutna, niezadowolona, tłumiłam swoje emocje, nie wyrażałam siebie, pogrążałam się w mrocznej stronie życia, nie doceniałam ludzi wokół siebie, a nawet ich lekceważyłam.
,,Przeciwieństwem szczęścia nie jest smutek lub ból, lecz depresja, która rodzi się z wewnętrznej jałowości i nieproduktywności”. E. Fromm
Jesienią ubiegłego roku znalazłam wspaniałą pracę, praktycznie miałam już wszystko... Jednak uczucie ogromnego bezsensu, smutku, rozpaczy przepełniało mój umysł. Czułam się zablokowana, bezradna i pusta. I co teraz? – myślałam. Wszystko już mam, wszystkiego spróbowałam. Co dalej? Czy jest jakieś dalej? Ogromnym absurdem i ciężarem jawiło się moje życie. Całkowicie wygasła wola życia, nie było entuzjazmu.
„Wielu pacjentów pamięta nawiedzające ich kilka miesięcy przed zachorowaniem poczucie bezradności i beznadziejności. Ważne, by pamiętać, że proces ten nie wywołuje raka, lecz pozwala mu się rozwinąć. Właśnie to porzucenie czynnej postawy wobec życia odgrywa rolę w zachwianiu funkcji układu immunologicznego, a ze względu na zaburzenia równowagi hormonalnej może przyczynić się do zwiększonego wytwarzania komórek anormalnych. Fizycznie stwarza więc warunki do rozwoju nowotworu”. O. Carl Simonton.
Gdy umysł się poddaje, ciało idzie w jego ślady. Reakcja była natychmiastowa, porażająca i bezlitosna. W marcu okazało się, że nastąpiła wznowa choroby nowotworowej, tzw. przerzuty. Badania potwierdziły obecność komórek nowotworowych w kościach i wątrobie. Chore komórki rakowe w gruncie rzeczy są bardzo słabe, a zatem aby powstał rak, układ immunologiczny musiał być bardzo osłabiony. Jakie załamanie sił obronnych mojego organizmu pozwoliło się namnożyć komórkom anormalnym? Co powstrzymało układ immunologiczny przed dalszą obroną mojego ciała? Odpowiedź wydaje się prosta. Istnieje głęboka, niepowtarzalna współzależność umysłu, ciała i emocji. Jeśli chcesz mieć zdrowe ciało nie możesz wyhodować sobie mrocznego umysłu! Nie rozstrzygnęłam odpowiedzi na podstawowe pytanie: czy w ogóle chcę żyć? A jeśli tak, to dlaczego? Dlaczego nie miałam w sobie entuzjazmu, woli życia? Dlaczego nie realizowałam celów, nie sprawiałam sobie radości, nie wybaczałam, nie byłam wdzięczna, nie czułam bezinteresownej miłości?
Nawrót choroby jest dla mnie znakiem mojej naturalnej odporności, która wymaga ode mnie wsparcia. Jeśli chcę żyć, to po prostu muszę zająć się emocjonalnymi przyczynami choroby.
Wiadomość o przerzutach sparaliżowała mnie. Niewyobrażalny lęk i strach nie opuszczały mnie przez miesiąc. Pierwszy raz w życiu byłam przerażona. Poczułam bardzo wyraźnie oddech śmierci. W cierpieniu nie do opisania pojawiła się decyzja, decyzja narodzona z tysiąca myśli, z uczuć prawdziwych, tych najboleśniejszych. Zalana łzami, zapytałam siebie: dlaczego doprowadziłam ciało do takiego stanu? Dlaczego nie kocham siebie? I już wiedziałam, w końcu dostałam odpowiedź-decyzję”: uświadomiłam sobie, że zrobię wszystko, żeby wyzdrowieć, wykorzystam wszelkie możliwości, dotrę do granic niemożliwego. Wyzdrowieję, a później wynagrodzę sobie czterdzieści lat życia spowitego smutkiem melancholii.
Walczę od trzech miesięcy. Nie mam chwili zwątpienia. Niczego nie byłam tak pewna jak tego, że chcę być zdrowa. Co tydzień chodzę na chemioterapię, zostaje w szpitalu na dobę. Moje wyniki są bardzo słabe, odporność organizmu krytyczna. Polubiłam moje leczenie, czekam na kolejną chemię jak na wielki dar, smutno mi, gdy z powodu złych wyników jest przekładana. Walczę z całym systemem zdrowia – tak bardzo chorym w naszym kraju. Założyłam sobie, że żadne przeciwności zewnętrzne nie przeszkodzą mi w pokonaniu choroby.
Oddział chemioterapii, jak zresztą cały szpital onkologiczny, jest mały, niedostosowany do potrzeb pacjentów i personelu. Posiada dwadzieścia trzy łóżka, a potrzebujących chorych zgłasza się o wiele więcej. W bólu choroby, osłabieniu umęczonych ciał rozgrywa się walka. Walka o wyniki w laboratorium – codziennie setki osób, o dostęp do lekarza – zawsze bardzo zajęci, o łóżko na oddziale, o zainteresowanie personelu – przemęczone, smutne pielęgniarki. Lekarze decydujący o tak ważnej terapii mają zbyt dużo pacjentów i jeden gabinet lekarski – bardzo mały pokój. Przed gabinetem dziesiątki ludzi, tych chorych z niekończącymi się pytaniami: czy mam dobre wyniki? Czy zostaję na oddziale? Jak dalej będzie przebiegać leczenie? I tych zdrowych, z wyrazami wdzięczności. W tym wszystkim ja uzbrojona w niezłomną decyzję, postanowienie powrotu do zdrowia, do życia. W ostatni poniedziałek około czternastej przydzielono mi łóżko, leżałam w tzw. dużej sali. Pacjentek było sześć (więcej łóżek nie zmieści się), wszystkie cierpiące, z nawrotem choroby. Temperatura powietrza za oknem 40?C, w pomieszczeniu niewiele mniejsza. Naprzeciw sali chorych wspólna męsko-damska ubikacja. Zapachy wymiotów towarzyszyły nam nieustannie. Noc na oddziale to niekończące się odgłosy choroby: pacjentka wymiotuje, chory idzie do ubikacji, pielęgniarki podają leki, ktoś głośno chrapie (na mojej sali wszystkie panie chrapią), ktoś szlocha skulony w kącie szpitalnego łóżka. W tych odgłosach ja, szczęśliwa jak nigdy przedtem, szczęśliwa, bo dostałam kolejną chemię, więc jestem bliżej swojego celu.
Już w 1959 roku podkreślano konieczność leczenia ,,całej osoby chorego”, a nie tylko fizycznych objawów raka: ,,Mam szczerą nadzieję, że będziemy w stanie poszerzyć poszukiwania, włączając w nie wyraźnie rysującą się możliwość, że w umyśle ludzkim zawarta jest moc zdolna wyzwolić siły mogące przyspieszyć albo zahamować przebieg choroby nowotworowej”. Dr E. Pendergrass, za O.C. Simonton
Moja walka to również wszelkie techniki proponowane przez C. Simontona w jego programie terapeutycznym. Z prawdziwą radością stosuję relaksację i obrazowanie myślowe, technikę przebaczania uraz, a z największą przyjemnością wyznaczam swoje cele i kontaktuję się z wewnętrznym przewodnikiem. Po lekturze książek O.C. Simontona, G. Andersona, zrodził się mój osobisty proces obrazowania myślowego, wizualizacji pokonywania nowotworu.
Dorota
_________________
pewka
 
     
bernadetalos85 

Dołączyła: 23 Lut 2009
Posty: 352
Wysłany: |26 Sie 2010|, o 10:10   

Popłakałam się. Boże... skąd my to znamy??...
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0.15 sekundy. Zapytań do SQL: 9